Wymyśliłem sobie dzisiaj ciekawy sposób na rozpatrzenie mojego życia. Człowiek siedzi, myśli i w pewnym momencie pojawia się przed nim szachownica. Każdy człowiek, który się rodzi ma taką szachownicę, na której stoją ważne dla niego pionki. Ta szachownica to świat wokół niego, jego uczucia, to co jest dla niego ważne. Jednak po pewnym czasie szachownica zaczyna się psuć. Zaczyna pękać, łamać się, a pionki znikają. Dlaczego? Otóż każdy ból jaki człowiek odczuwa powoduje pękanie i psucie tej szachownicy... Gdy szachownica jest zbyt zniszczona by na niej żyć, człowiek szuka drugiej. Takiej alternatywy dla tego, co było do tej pory. Pojawia się druga. Człowiek na codzień żyje na tej zepsutej, połamanej szachownicy. Gdy ma chwilę i ochotę, przenosi się na drugą szachownicę. Tam wszystko jest znowu idealne i proste, czyste... Człowiek woli przebywać na tej drugiej, niż na pierwszej w której jest trudniej odpierać ataki. Po pewnym czasie, każdy spotyka kogoś, kogo kocha. Zakochujemy się bez pamięci, widzimy świat tylko z ważną dla nas osobą. W ten sposób na drugiej szachownicy pojawia się pionek, który stanowi dla nas cenną własność. I człowiek codziennie ucieka z pierwszej szachownicy na drugą, gdzie czeka ten cenny pionek... Pewnego dnia człowiek jak zawsze żyje na pierwszej szachownicy. Jest zmęczony, dobity, zły... Przechodzi na tą drugą. Wie, że tam czeka ktoś kogo kocha. Jednak, po wejściu na drugą strefę orientujesz się, że nikogo tam nie ma. Próbujesz szukać, wołać, płaczesz... Bez skutku, bo pionek który kochasz zniknął. W ten sposób cierpisz ponownie, ale niszczeniu ulega druga szachownica. Pęka pod wpływem łez które wylewasz po stracie tej osoby... Nie masz dokąd pójść, bo oba te światy są teraz takie same, nie różnią się niczym... Czujesz się zagubiony, próbujesz wracać z nadzieją na tę drugą szachownicę, ale bez skutku... Tam już nie ma tego, co chciałeś żeby było... Wtedy najprościej jest zapomnieć, co spowoduje że szachownica, mimo że zniszczona, nie będzie już dalej pękać. To spowoduje, że może się tam pojawić ktoś jeszcze, kolejna wyjątkowa osoba... Jednak, niektórzy ludzie nie chcą zapomnieć tej osoby, nie chcą innej... Szachownica popada w ruinę, wygląda tak samo jak ta pierwsza. Tworzysz szachownicę trzecią, lub żyjesz na tych dwóch... Pewnego dnia spotykasz kogoś równie ważnego. Nie jesteś jednak w stanie znów pokochać i zaufać. Dowiadujesz się, że osoba którą kochałeś udawała. Była z Tobą z litości. Jak się czujesz? Boli...? Mnie bolało... Szachownica numer dwa pękła. Są tam tylko gruzy... Ja wyboru dokonałem. Stoją przedemną teraz trzy szachownice. Nie byłem w stanie zapomnieć, nie chciałem... Pierwsza szachownica to moja codzienność, moja rodzina, całe gówno w którym żyję... Druga to wciąż pamiątka po najważniejszej dla mnie osobie. Trzecia to mój nowy, czysty świat... W którym są już pionki, do których wracam i będę wracał dopóki nie znikną. Jednak pozostaje pytanie - dlaczego nie zapomniałeś i nie dałeś drugiej szachownicy szansy? Tam jeszcze mogło wydarzyć się wiele dobrego... Kiedy dowiadujesz się od kogoś, że ktoś tak ważny udawał, nie widzisz już ratunku... Moja szachownica pękła... Po prostu pękła... Nasuwa się pytanie kolejne - mimo że pękła, nadal możesz ją ratować. Kleić, próbować naprawiać, żyć od nowa... Również istnieje opcja, że pionek który kochałeś wróci. Więc dlaczego? Otóż niektórzy tego nie chcą. Mimo, że jak ostatni idiota robisz sobie nadzieję, to wiesz, że to nie ma sensu... Jeśli pionek wróci, to co go czeka na połamanej szachownicy? Tam już nie ma miejsca, gdzie ten pionek byłby w stanie stać i czekać... Emocje się nie cofną... Nie chciałem również naprawiać drugiej szachownicy. Z prostego powodu - to jest hołd. Hołd dla tej osoby. Mimo, że ta osoba zraniła, mimo że zniszczyła mi życie... Nie chcę tego zapomnieć. Nie chcę tego wymazać z pamięci tak jakby to się nigdy nie wydarzyło. Trzecia szachownica, ta obecna, posiada już pare zniszczeń. Jednak wszystko stoi jak stało, w całości. Pionki też... Tylko teraz masz utrudnienie. Są trzy szachownice, a Twoja utopia to numer trzy. Musisz więc przebyć tą drugą... Dlaczego nie możesz jej ominąć, zapytasz. Dlatego, że skoro coś zostawiam i nie chcę się tego pozbyć, to muszę dalej z tym żyć i przebywać tę drogę... Może jestem sentymentalnym głupcem i osobą rodem z miłości okresu romantyzmu, ale prawda jest bolesna. Nie pozbędę się drugiej szachownicy mimo bólu i utrudnień. Po to ją posiadam, żeby tej osoby nie zapomnieć... Tak więc tak jak codzień, wyruszasz w drogę do swego świata utopijnego. Na drodze stoi ci jednak szachownica numer dwa. Czujesz ból, cierpienie... Gdy w końcu trafiasz na trzecią szachownicę, jesteś szczęśliwy. Czekają tam na ciebie pionki, którym poświęcasz czas i którym ufasz. Jedne z nich znikają, inne stoją jak stały... Ale wiem jedno. Dopóki ktoś tam jest, będę tam przebywał. Szachownica numer trzy to moja obecna kraina marzeń. Tam chcę i będę żyć. Jednak teraz gdy mamy trzy szachownice - jedną z życia codziennego, jedną zniszczoną przez tę osobę i jedną obecną, idealną, powstaje pytanie - a co jeśli znów się zakocham? Czy wtedy szachownica numer dwa wróci? Otóż nie... Jeśli znów się zakocham, powstanie szachownica numer cztery, która stanie w szeregu przed tą trzecią. Powstają w tej sposób kolejne pytanie - dlaczego czwarta, a nie naprawa drugiej? I dlaczego stanie w szeregu przed trzecią, a nie przed drugą? A może to trzecia powinna być bliżej w szeregu? Cóż... nigdy nie pozbędę się szachownicy numer dwa. Zawsze będzie tam stała. Nie chcę jej naprawiać, ani budować nic na jej fundamencie. Szachownica czwarta stanie przed trzecią z powodu oczywistego - miłość to dla mnie wszystko. Więcej niż cały świat... Szachownica numer jeden będzie zawsze pierwsza, gdyż to świat który mnie otacza na codzień. Następna powinna być trzecia, pomyślisz? Bo to ta ważna, cenna...
Odpowiedź brzmi NIE.
Mimo tego, że pionki stojące na szachownicy trzeciej są dla mnie obecnie najważniejsze, to druga zawsze będzie wyprzedzała i trzecią i ewentualną czwartą. Z mojego własnego wyboru... Mimo, że to boli. Mimo, że sprawia wiele nieprzyjemności. Chcę wciąż przemierzać tę szachownicę...
I teraz kurwa spójrz. Ile twoja szachownica spowodowała zniszczeń. Ile cierpienia i bólu. Mimo tego wszystkiego, nie pozbędę się Ciebie nigdy z moich uczuć i duszy. Moje życie jest zrujnowane, ja Ci życzę powodzenia...
KCR...
sobota, 21 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz